poniedziałek, 08 lutego 2010
Konkurs
Niedawno wzięłam udział w konkursie związanym z pewnym świętem. Nie liczyłam na główną wygraną, bo to nie było możliwe, ale na pozostałe nagrody (bilety do kina). I udało się! Właśnie odebrałam maila:) Idziemy na film, nie płacąc przy tym ani złotówki ;) Bardzo się cieszę, bo oboje mamy wolne, a nic nie zaplanowaliśmy. Myśleliśmy o kinie, ale w tym dniu z pewnością będą tam tłumy. No, ale za darmo... to co innego ;) A G. w pracy też wygrał w konkursie - trzy (!) komplety solniczka z pieprzniczką, obie w kształcie postaci-duchów (?), przytulających się do siebie. Do tego obowiązkowa firmowa smycz. Już mi się te smycze wszędzie plączą po mieszkaniu, po torbach i plecakach. W czytaniu ostatnio kilka książek naraz. Jak już się w tym połapię, a część "przetrawię", to chętnie podzielę się wrażeniami.
środa, 03 lutego 2010
A czy Ty jesteś bibliopatą?
Link podesłany przez znajomą z Forum. Przyznam, że chętnie odwiedziłabym Strefę Bibliopatów, bo interesują mnie opinie o książce innych czytelników. Podejrzewam, że niejedna miałaby kilka karteczek w różnych kolorach, bo ile ludzi, tyle gustów. Cóż, Kraków w końcu nie jest tak daleko ;)
niedziela, 31 stycznia 2010
Kumple
Sowa Magisterka ma od dziś towarzysza - Łosia Rocznicowego;) Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnią i że nikt mi ich niechcący nie zrzuci z biurka. ![]()
sobota, 30 stycznia 2010
Po sobotnim dyżurze...
Pytanie dnia: "Mam taki problem - czy trzeba się zapisywać do biblioteki?" Ponadto jedna ze "świeżych" czytelniczek była zachwycona, bo okazało się, że wszystkie książki z biblioteki można znaleźć w czymś, co się nazywa katalog. Dobrze jest uszczęśliwiać ludzi ;)
niedziela, 24 stycznia 2010
Plany
Jedne spaliły na panewce, za to inne udały się, aż miło. Niestety, kurs PJM, na którym tak mi zależało, zmienił termin na bardzo mi niepasujacy :/ Ponoć było mało chętnych. W zwiazku z tym muszę poczekać, aż trafi się inna sposobność, ale jestem bardzo, bardzo niezadowolona. Dziś natomiast udajemy sie z G. tutaj. Nie moge się doczekać! G. zgodził się już jakiś czas temu, wiec szybko zarezerwowałam bilety. Dobrze zrobiłam, bo wczoraj zaczął coś marudzić, że może bym z koleżanką jakąś poszła. Byłam nieugięta:) Trzeba się trochę ukulturalniać. Mam już na oku parę innych przedstawień, będę musiała jakoś Go namówić :) Prace nad uporządkowaniem haseł przedmiotowych jakoś idą do przodu, choć przyznaję, że ostatnio trochę sobie odpuściłam i biedna P. sama zrobiła mnóstwo haseł. Wreszcie wzięłam się za siebie i też siedzę w jhp KABA, bo im szybciej to zrobimy, tym łatwiejsze dla użytkowników będzie wyszukiwanie. Przynajmniej dla tych, którym się chce... Czytelnicy codziennie zaskakują nas czymś nowym - zastanawiam się, skąd biorą się takie - delikatnie mówiąc - dziwne stwierdzenia i pomysły. O ile potrafię zrozumieć osobę, która nigdy nie miała do czynienia z komputerem i nie wie, jak się poruszać po katalogu (chociaż coraz większa liczba osób po 50. roku życia zaskakuje mnie swoją zręcznoscią w obsłudze komputera), to nie mieści mi się w głowie, jak młodzi ludzie mogą nie wiedzieć, co zrobić, kiedy usiądą już przed monitorem. Mam wrażenie, że część z nich wyłącza myślenie. Na pulpicie każdego monitora umieściliśmy wskazówkę, której trudno jest nie zauważyć: "Aby wejść do katalogu on-line otwórz przeglądarkę internetową lub kliknij tuaj" - i ikonka-skrót do katalogu. Czy potrzeba więcej? Widoczenie tak, bo wielu z nich pyta, gdzie jest ten katalog. Albo wpisują hasło osobowe, zaczynając od imienia. To akuratuważam za wpływ Internetu - wszystko można teraz "wyguglać", nie zważając na kolejność ani poprawność wyrazów. Zwsze tłumaczę, że muszą wpisywać tak, jakby szukali w encyklopedii. Ale chyba wielu z nich już dawno do takiej tradycyjnej nie zaglądało... Nie potępiam rozwoju mediów elektronicznych, ale zauważam, że w przypadku niektórych osób zahamowuje on rozwój myślenia logicznego i powoduje wtórny analfabetyzm. Niektórzy czytelnicy, szukając ksiażek, potrafią do katalogu wpisać cały tytuł pracy, jaką mają napisać... A potem z wyrzutem stwierdzają, że my tu nic nie mamy:) Bawią mnie takie sytuacje, ale również irytują, ponieważ w wielu przypadkach wystarczy po prostu chwilę pomyśleć, spojrzeć na to, co jest napisane, albo słuchać tego, co mówimy, a nie byłoby problemu. Bo zdarza się niejedokrotnie, że zapisuję nowego czytelnika, wszystko mu tłumaczę (co trwa od minuty do dwóch), on/ona kiwa głową i strasznie się spieszy, bo już musi iść, siada do komputera i... nic. Nie wie, co zrobić. A przecież wszystko przed chwilą powiedziałam. Nie mówiąc już o wiecznym zdziwieniu, że za przetrzymane ksiązki trzeba płacić karę. Ale to już zupełnie inna opowieść... :)
czwartek, 14 stycznia 2010
Kolejne wypieki
Tym razem z tego bloga (wyłowiony z Sieci przypadkowo, ale chyba zostanę tam na dłużej...). Już pachnie całe mieszkanie! Postawiłam na jagody, zostało mi jeszcze trochę mrożonych, zresztą bardzo lubię owoce w ogóle. Może trochę poprawi mi się nastrój, bo dzień dziś nieciekawy - pogoda wyzwoliła chandrę i ból głowy, do tego chyba przewiało mi jedno ucho. Podpadłam też chyba Fasolce swoimi głupimi gadkami - może wybaczy, kiedy jutro przyniosę jagodowe smakołyki;)
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Zima
A jednak znów zaskoczyła wszystkich... Drogi, chodniki - wszystko zaśnieżone, nie ma jak wsiąść do autobusu czy przejść na drugą stronę ulicy. Osiedle mam odśnieżane na chybiła trafił - przy jednym z bloków wolne jest dojście tylko do jednej klatki... Jakiś żart chyba ktoś zaplanował, ale przecież to nie kwiecień, a śnieg pada już od kilku dni. Może wreszcie ktoś się obudzi i zacznie wypełniać swoje obowiązki. Wczoraj Teściowa nie mogła wyjść z klatki, bo wiatr zawiał śnieg pod same drzwi. Powrót do pracy był ciężki pod względem wstawania - tak jak sądziłam. Nie mogę się zwlec rano z ciepłego łóżka. Za to G. dziś poszedł pierwszy raz do pracy po ośmiotygodniowym zwolnieniu. Zmiana na 7... Nie powiem, miałam trochę frajdy ;) Bo ja dziś wolne mam! :D Niedługo wychodzę do lekarza z wynikami, ciekawe, co powie. Chciałabym, żeby zlecił dodatkowe, dokładniejsze badania - muszę mieć pewność, czy jest dobrze czy źle, i jak bardzo, i wiedzieć, jakie kroki trzeba podjąć. Jak pisałam poprzednio - jestem dobrej myśli, choć obawy gdzieś tam są. Co ma być, to będzie. W piekarniku właśnie dochodzą boskie muffinki bananowo-czekoladowe z przepisu Majanki. Już czuję po zapachu, że są świetne, jak zawsze, kiedy wspomagam się jej blogiem :) Spotkałam ostatnio Migofila w autobusie:) Nie byłam pewna, czy to on, zresztą odsypiał, pewnie męczący, dzień. Może następnym razem znajdę odwagę, żeby go zaczepić:)
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Wracam
Jutro do pracy:) Stęskniłam się, choć muszę przyznać, że słodkie lenistwo było fantastyczne! Nie wiem, jak jutro wstanę o szóstej... Uwielbiam spać, nie cierpię wstawać wcześnie, to dla mnie prawdziwy horror. Już wolę pracować do późna, a móc spokojnie się wyspać. Jestem typowa sową:) Odebrałam dziś wyniki pewnych badań - dość niepokojące. Za tydzień idę na konsultację, pewnie dostanę skierowanie na kolejne badanie i wtedy się okaże, co i jak. Nie martwię się na zapas (inaczej niż mój G., który bardzo się niepokoi), jestem dobrej myśli. Poczytałam trochę i to nie jest aż tak groźne, więc myślę pozytywnie. Miałam jeszcze zamiar życzyć Wam pomyślnego nowego roku, ale tak się zastanowiłam i doszłam do wniosku, że przecież to żaden nowy czas, żaden koniec i początek, ale pewna ciągłość. Skojarzyło mi się z "Neverending Story" :) Zatem - pomyślnej kontynuacji! ;)
środa, 30 grudnia 2009
A po świętach...
A po świętach jest pełen brzuch, zapewne więcej kg na wadze, totalne rozleniwienie i otwieranie oczu około dziesiątej. Tak to lubię :) Wreszcie jest czas na to, co najważniejsze - na chwile tylko z G. i na czytanie książek. a tych wreszcie mi w tym roku Mikołaj nie poskąpił. Chyba miał dość mojego jojczenia, że ja - rasowa bibliotekarka - nigdy nie dostaję książek, choć zawsze o nie proszę. Więc tym razem poczciwy święty rozdzielił księgi na Mamę i G. i podarował mi: ![]() Tam oczywiście brak jeszcze Mariny, ale pewnie wypadła z worka, nie ma problemu, sama sobie dokupię... ;) Nie mogę się natomiast powstrzymać, żeby nie polecić jednego z najlepszych filmów (jeśli nie najlepszego...), jaki wczoraj mogłam obejrzeć. Byliśmy na Avatarze. Film oszałamiający! Niesamowite efekty specjalne, fantastyczna fabuła, każdy element i pomysł dopracowany do najmniejszego szczegółu, a stworzona kraina - planeta Pandora - jest tak piękna, bogata i zaskakująca, że od razu chciałoby się tam polecieć i zostać na zawsze. Jak dla mnie - genialne połączenie gier typu RPG i książek Lewisa i Pratchetta :) Dwie i pół godziny takich emocji, że wgniatają w fotel, człowiek czuje tzw. "ciary" na całym ciele. Świetne nie tylko dla miłośników fantasy. Moje pierwsze kroki w pierwsze dni po świętach skierowałam oczywiście do pobliskiej biblioteki. Trzy razy Agatha Christie plus dwa razy sensacja to jest to, co łosie lubią najbardziej ;)
środa, 23 grudnia 2009
Życzę
W Święta świętego spokoju, napełnionych, ale nie przepełnionych żołądków, upominków trafionych, błogiego lenistwa, a w Nowym Roku sił do spełniania marzeń i planów, świetlanych widoków na przyszłość, czytelników z radosną "twórczością własną", cierpliwości do ich pomysłów i zadowolenia z pracy. Tego życzę Wam ja i mój choinkowy Renifer;) ![]() |
Archiwum
Zakładki:
Bibliotecznie
Pozytywnie
Różności
Warto
Z wyobraźnią
|