niedziela, 09 marca 2014
Przenosiny
Jestem tu: www.sygnaturka.blogspot.com


fot. cc by-nc-sa Some rights reserved by deeplifequotes

11:03, madziako2
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 marca 2014
Coś drgnęło. Głównie w przyrodzie - mam nadzieję, ze nie doświadczymy już dzikiego ataku zimy i śniegu po pas w kwietniu. Kiedy kilka dni temu wracałam z pracy, pojechałam inną trasą tylko po to, by móc przespacerować się przez park. I chociaż nie było słońca, czuć było wiosnę!Ciepłe, pachnące powietrze, śpiewające ptaki, krzyki dzieciaków szalejących na placu zabaw, rowerzyści, spacerowicze, psy... Cudnie! Strasznie mi brak mojego roweru, który został na jesieni dość wcześnie dostawiony na zimowanie do rodziców z powodu wypadku, który miałam - wjechałam w szynę, przewróciłam się, rower trzeba oddać na przegląd i trochę wyprostować, a niestety brak było funduszy na te działania. Bardzo żałuję, bo przecież taka zima tego roku to nie zima i mogłam spokojnie jeszcze długo rowerem jeździć. Mam nadzieję, ze uda mi się w marcu załatwić przegląd i znów jeździć codziennie :)

Ale coś drgnęło też "w życiu", mówiąc górnolotnie. Moja siostra i Pio. znaleźli pracę. Bez szału, początki na zlecenie, ale wierzę, że wreszcie będzie dobrze, że coś się zacznie układać. Zmiany w rodzinie Pio. też nastąpiły dość poważne, liczę, że - choć smutniej - to będzie nieco spokojniej, tak wewnętrznie. U mnie też coś drgnęło, czekałam na ten moment, bo zaczynam być zmęczona pewną sprawą i całą masą innych rzeczy, które z niej wynikają. Nade wszystko brak mi właśnie jakiegoś takiego świętego spokoju, świadomości, że jest tak, jak ma być. Doceniam to, co mam. Wiem, ze to o wiele więcej niż mają inni. A jednak są sprawy, które mogłyby układać się lepiej i wierzę, że właśnie coś się zmienia. Wiosna w naturze, wiosna w duszy - oby! ;)



[fot. cc by-nc Some rights reserved by fairlight13]
09:20, madziako2 , Ważne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 stycznia 2014
O ludziach
Są tacy ludzie, których nie sposób nie lubić. Mają w sobie jakieś światło, które przyciąga wszystkich dokoła, są ciepli, uśmiechnięci i uroczy nawet wtedy, gdy się złoszczą ;) Znam niewiele takich osób, jedną z nich jest P., z którą pracuję nieprzerwanie od prawie 5 lat. Środowisko bibliotekarskie doskonale ją zna z wielu wystąpień, wpisów w internecie, artykułów w prasie branżowej, ale przede wszystkim znamy ją jako pomysłodawczynię, organizatorkę i koordynatorkę genialnej akcji, łączącej świat biblioteczny i rowerowy.

P. ma w sobie właśnie takie światło. Jest jedną z najbardziej życzliwych osób, jakie znam. Zawsze pomocna, chętna do dzielenia się swoją wiedzą, nigdy nie odmówiła mi pomocy czy wytłumaczenia czegoś, czego nie rozumiałam. Mimo że w wielu kwestiach jestem za nią daleko w tyle, nigdy nie dała mi odczuć, że jestem gorsza czy głupsza. Jako jedna z kilku osób pomogła mi odbudować wiarę w siebie po trudnym okresie okołorozwodowym, który "wydarzył mi się" trzy lata temu. Zawsze ciepło nastawiona do ludzi, uprzejma, inteligentna i mądra. Pięć lat pracy "biurko przy biurku" pozwoliło mi ją trochę poznać i bardzo, bardzo polubić. Jak można wyrazić swoją wdzięczność do takiej osoby? Mnie brak odpowiednich słów. Mam wrażenie, że wszystko, co powiem, będzie zbyt płaskie i trywialne, że nie da się charakteru P. ot tak opisać - trzeba ją poznać. Zresztą każdy, nawet ten, który zetknął się z nią choćby przez chwilę, od razu ją lubi :)

Dlaczego to piszę? Żeby jej podziękować. Wiem, że tu czasem zagląda :) Wiem też, że chociaż nasza wspólna praca w jednym miejscu właściwie już się skończyła, będę chciała podtrzymać tę znajomość - mam nadzieję, że z wzajemnością, i pewnie się jeszcze nie raz spotkamy. Mimo to - dziękuję Ci już teraz za wszystko to, czego się od Ciebie mogłam nauczyć, za inspirację, za motywację, zwłaszcza w pisaniu różnych rzeczy bądź robieniu tego, czego się robić zwyczajnie nie chce ;) Za żarty, uśmiech i życzliwość, którą mnie objęłaś. Za "wspólny front" w różnych sprawach :) Za to, ze zawsze mogłam na Ciebie liczyć, zarówno w sprawach zawodowych, jak i osobistych. Za rady, wysłuchiwanie mnie, za wspólne śniadania i za wszystkie herbaty, których nie zalałyśmy bądź te, które nam wystygły ;) I za milion innych rzeczy. Mam nadzieję, że wciąż będziesz nosić w sobie to światło, że będzie też ogrzewać innych ludzi, których jeszcze spotkasz. Wiem, ze sobie poradzisz - kto, jak nie Ty! - i bardzo, bardzo mocno zaciskam za Ciebie kciuki!


[cc by Some rights reserved by stevendepolo]
09:18, madziako2 , Ważne
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 stycznia 2014
Zmiany!
Szykują się duże zmiany w życiu zawodowym, jestem podekscytowana, chociaż też trochę się boję :)Ale staram się w siebie wierzyć - i w to, że dam radę. Szkoda nie skorzystać z takiej szansy. Gdybym odpuściła, myślę, ze zawsze bym żałowała. A tak - próbuję! Trzymajcie kciuki :)

Powoli kończy się edycja ILN, w której biorę udział, ale myślę, że moja korespondencja z Anne będzie trwała. Dziewczyna jest przesympatyczna :) A ja ćwiczę angielski i to dla mnie duża korzyść. Może kiedyś odważę się porozmawiać z nią na Skype, chociaż trzeba będzie dograć godzinę - różnica czasów między Polską a Australią jest jednak znaczna ;) Za to cieszę się niezmiernie, że moja kartka świąteczna do niej dotarła, Anne przysłała mi nawet zdjęcie, na którym prezentuje pocztówkę. Miło :)

Są także złe zmiany, ale na razie nie będę o nich pisać. Chociaż "złe" to nieodpowiednie słowo. Na pewno smutne, ale zaczynam myśleć, że w efekcie mogą się okazać korzystne. Taką mam nadzieję.


cc by-nc-nd Some rights reserved by Wiertz Sébastien
15:59, madziako2 , Ważne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 grudnia 2013
Maturzyści vs. święta ;)
Od jakiegoś czasu prowadzimy szkolenia dla maturzystów (my - to znaczy bibliotekarze plus kilku dydaktyków). Jeśli o mnie chodzi, raczej pomagam dziewczynom przygotować się do zajęć, sama prowadzę sporadycznie, bo wystąpienia publiczne nadal nie są moją mocną stroną, a praca z młodzieżą sprawia mi jednak pewną trudność - nie czuję się komfortowo w takich sytuacjach. Czasem jednak trzeba - jak kilka dni temu. Prowadziłam szkolenie dla ok. 40-osobowej grupy młodych ludzi - w tym jeden dziewczyny :) Klasa technikum, więc brak zróżnicowania płciowego dość zrozumiały. Ogólnie chłopcy byli raczej znudzeni i zniechęceni, choć bywały chwile, kiedy się aktywizowali bądź skupiali bardziej na tym, co mówiłam. To cieszy, bo skupienie na sobie uwagi takiej liczby osiemnastolatków nie jest rzeczą łatwą. I z jednej strony fajnie, że jakoś specjalnie mi nie przeszkadzali, ale z drugiej brak jakiejkolwiek interakcji, pytań, odpowiedzi na moje zapytania - niepokoi. Starałam się przypomnieć sobie, jaka ja byłam w ich wieku, kiedy przychodził do nas ktoś z zewnątrz, aby prowadzić szkolenia czy warsztaty. Generalnie nie różniłam się od nich - na pewno cieszyło mnie, że nie ma lekcji ;) Ale też starałam się wynieść coś dla siebie, jeśli temat w jakikolwiek sposób mnie dotyczył. Dla tej klasy prowadziłam szkolenie na temat "Od czego zacząć?" - w domyśle: przygotowania do matury z języka polskiego. Uwaga młodych ludzi zwiększała się, kiedy mówiłam o kupowaniu prac, o zasadach tworzenia prezentacji multimedialnej, o tym, jak wiele punktów mogą otrzymać za poprawność językową (tu mnie zaskoczyli, bo jednak mam wrażenie, że większość maturzystów - i studentów także - nie zwraca uwagi na to, jakim językiem się posługuje). Ogólnie było w porządku, ale chociaż nauczyłam się już całkiem nieźle, jak panować nad stresem, to jednak kiedy ze mnie "schodzi", czasem długo to odchorowuję. Tak też było w czwartek - skończyłam szkolenie ok. 11:30, po czym byłam jeszcze na drugim, prowadzonym przez koleżankę (tylko obserwowałam). Migrena, która mnie wtedy dopadła, utrzymała się jeszcze przez cały kolejny dzień. Dopiero wczoraj wieczorem odetchnęłam, kiedy zaczęły działać leki. Nie wiem, dlaczego aż tak reaguję i jak się tego pozbyć.

Ale za to dziś po pracy jadę do przyjaciółki do Warszawy, i do jej 4,5-letniego synka. Bardzo ich lubię, chłopczyk jest bystry i bardzo kochany, tak ze zawsze korzystam z okazji, by z nimi trochę pobyć. Wracam dopiero w poniedziałek wieczorem, więc bardzo się cieszę, ze z nimi odpocznę trochę. Mam ze sobą oczywiście całą torbę prezentów i prezencików, w tym najważniejsze dwa - dla M. broszkę filcową delfina, kupioną jeszcze we wrześniu (tak ją schowałam, że ostatnie kilka tygodni nie mogłam znaleźć... Dopiero wczoraj się udało ;), a dla małego J. wielkie auto - straż pożarną Edka z jego ukochanej bajki "Auta". Takie dostałam wytyczne ;) Więc się karnie stosuję. Sama jestem ciekawa autka, bo podobno gra, wydaje odgłosy, puszcza bańki, a może nawet tańczy i śpiewa na lodzie - sprawdzimy ;) Przygotowałam też trochę kolorowanek i zagadek, więc sądzę, ze będzie fajnie :) M. już mi zapowiedziała, że będziemy też jutro robić ozdoby świąteczne do przedszkola, tak że szykuje się mała manufaktura :)

Poza tym moje przygotowania do świąt właściwie zakończone. Cudem udało mi się w tym roku skompletować niemal wszystkie prezenty wcześniej niż na dzień przed Gwiazdką. Nie są bardzo bogate, bo z finansami mam wciąż problemy, ale myślę, ze obdarowani będą zadowoleni. Wygrałam niedawno w jednym konkursie płytę, którą dostanie Tata, Mama kosmetyk, który jej się przyda, Siostra zestaw książek, który chciała, Pio. książkę o żołnierzach wyklętych i portfel (to było trudne zadanie, bo jego obecny już ledwo zipie, a musiałam znaleźć identyczny, a że jest dość specyficzny, to nie było łatwo, ale się udało :), Szwagier jakieś dwa regionalne piwa, bo lubi, Babcia szampon taki, jaki chciała. Mamie i Babci P., ze względu na ich dość specyficzną, bardzo trudną sytuację, kupiłam gwiazdę betlejemską w doniczce - myślę, ze to będzie dobry podarek. Jeszcze mam kilka pomysłów na drobiazgi dla dziewczyn z pracy, ale to musi poczekać do przyszłego tygodnia. Wysłałam też własnoręcznie robioną kartkę do Australii, do Anne - mojej partnerki w programie ILN :) Mam nadzieję, że dotrze (wysłałam na adres biblioteki, w której pracuje) i że będzie mile zaskoczona. Kartka powinna dotrzeć na początku przyszłego tygodnia.

Jakoś mam wrażenie, ze te święta będą nieco inne, trochę lepsze niż zeszłoroczne... Mimo wielu smutków i problemów, które się nagromadziły wokół bliskich mi osób i mnie samej. Oby :)


[foto CC BY-ND Some rights reserved by Stegsie]
10:53, madziako2 , Ważne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 listopada 2013
Szkolenie Centrum Cyfrowego z prawa autorskiego i wolnych licencji
No i znów jakoś mi nie po drodze było do pisania, ale mam dziś motywację i zamierzam trochę to nadrobić ;)

Dziś chciałabym wspomnieć o szkoleniu, w którym niedawno miałam okazję brać udział. Na pewno słyszeliście o szkoleniach organizowanych przez Centrum Cyfrowe - i mnie udało się na nie zapisać. W zeszłym tygodniu byłam dwa dni w Warszawie - i to były naprawdę świetnie spędzone dni! Wszystkim, którzy jeszcze nie byli, gorąco polecam. Przede wszystkim wiedza, jaką ze szkolenia wyniosłam. Nigdy nie uważałam się za osobę jakoś dobrze wykształconą w tym zakresie - sporo rzeczy zapominam szybko i wciąż muszę wiedzę aktualizować, przypominać sobie, czytać. Prawo autorskie zawsze mnie interesowało, na studiach we Wrocławiu mieliśmy bardzo ciekawie prowadzony wykład na ten temat z prawniczką-praktykiem - wiele się dowiedziałam. W czerwcu tego roku byłam na szkoleniu Fundacji Nowoczesna Polska i chociaż było ciekawe, to czułam niedosyt - za mało! A to szkolenie Centrum trochę ten niedosyt zaspokoiło. Prowadzący - świetnie przygotowany, otwarty, przyjazny i (nomen omen :-) ) dostępny. Sposób przekazywania wiedzy - zrozumiały i poparty licznymi przykładami, takimi z życia wziętymi, często z codziennej pracy osób uczestniczących w szkoleniu. I to było właśnie chyba najfajniejsze - że nie była to sucha wiedza, tylko żywa rozmowa. Poza tym prowadzący pokazywał nam na bieżąco wiele przykładów ciekawy stron w Internecie, to się także na pewno przyda. Drugi dzień typowo warsztatowy. I choć nie przepadam za pracą w grupach, to muszę przyznać, ze tu było interesująco. W ogóle poznałam ciekawych ludzi z bardzo różnych instytucji, z którymi miło się rozmawiało nie tylko podczas samego szkolenia, ale też w czasie przerw kawowych czy obiadowych. A propos obiadu - pycha :) Jedliśmy w kawiarni państwomiasto, gdzie swoją siedzibę na piętrze ma właśnie Centrum Cyfrowe. Tak że wszystkie aspekty na plus :)

Jeszcze raz szczerze polecam te szkolenia dla każdego, kto choć trochę interesuje się prawem własności intelektualnej. Ja na pewno będę jeszcze sobie czytać i uzupełniać wiedzę.


[CC BY-ND 3.0 - http://creativecommons.org/licenses/by-nd/3.0/pl/
Autor: Skley
]

***
Zainteresowanym polecam także webinarium, które będzie w środę 27 listopada o godz. 15:00 - wykład online poprowadzi Alek Tarkowski. Konieczna jest rejestracja, szczegóły tutaj.
wtorek, 01 października 2013
Jestem
I mam się w miarę dobrze ;) Znów mi czas przez palce ucieka, a przecież jest o czym pisać - byłyśmy z P. na XV Konferencji BNSW w Poznaniu, gdzie poznałyśmy mnóstwo ciekawych, przesympatycznych ludzi (w tym Evę Scribę :) ), za mną także fantastyczna niedziela, spędzona w Nieborowie i Arkadii, a także Żelazowej Woli, dokąd pojechaliśmy z Pio. spontanicznie ("W sumie to niedaleko, a mamy jeszcze trochę czasu"). Nie żałuję, bo bardzo odpoczęłam, mieliśmy tez w końcu trochę czasu dla siebie. Postaram się wkrótce wrzucić kilka zdjęć, ale najpierw muszę sobie załatwić internet do domu (poprzednia umowa mi się skończyła (wreszcie! Jakość fatalna, a kasa ogromna), a nie miałam ostatnio czasu, żeby iść i podpisać nową. Czasu natomiast brak, bo jest druga praca. Tak się życie układa, że trzeba szukać dodatkowego, stałego zarobku, więc i ja poszłam tym tropem. Właściwie, próbowałam pójść już od dłuższego czasu, ale trudne, kiedy się pracuje nieregularnie i w tygodniu, i w soboty, i w niedziele. Na szczęście ostatnio, widząc pewne ogłoszenie, poszłam na żywioł i zgłosiłam swoją chęć do pracy w pewnej fajnej knajpce. I nie żałuję. Wiem, że po całym dniu u siebie w biblio spędzenie dodatkowych kilku godzin (a w wolne dni będzie to pewnie 10-12 h), będzie megamęczące (wczorajszy wolny od biblioteki dzień spędziłam w drugiej pracy 11:00-20:30), to jednak ludzie są mili, klienci jak na razie w porządku (wybaczają mi wiele rzeczy ;) ), a potrzeba dodatkowych funduszy duża. Co za tym idzie - motywacja też jest, więc staram się jak najlepiej. Fajnie też zdobyć dodatkowe, zupełnie niebiblioteczne doświadczenie :)

Moja korespondencja z australijską partnerką ma się dobrze, trafiłam na naprawdę miłą osobę, z którą dobrze się pisze. Pomaga mi w tym kurs angielskiego - cieszy mnie duża liczba przykładów, różnorodne ćwiczenia, ciekawostki (np. rozmowa kwalifikacyjna do biblioteki w języku angielskim), filmiki. Czuję, że to taki mój czas - dużo się dzieje, bywam zmęczona, ale wiem, ze się rozwijam i to jest fajne :) Chciałabym pojechać teraz w październiku na OpenGLAM, mam nadzieję, że mi się uda (jeszcze nie zdecydowałam, czy na jeden dzień czy dwa). Za to pod koniec października przylatuje do Polski z rodziną mój brat (cioteczny) i mamy fajną imprezę rodzinną - jego 30. urodziny i cioci (jego mamy) - 50. Tak że dzieje się sporo i mimo wszystko to mnie cieszy, że mogę się oderwać od paru nieciekawych spraw. Oby tak dalej (tylko mniej męcząco ;) ).
sobota, 07 września 2013
Go, librarians!
Takim oto "bojowym" okrzykiem ogłaszam nową erę - erę anglojęzycznych bibliotekarzy ;) A na serio - świetnie zgrały się w czasie dwie bardzo interesujące inicjatywy, w których biorę udział. O pierwszej z nich już pisałam - to kurs języka angielskiego dla bibliotekarzy, tydzień temu uruchomiono pierwszy moduł. Druga inicjatywa, to ILN, czyli International Librarians Network. Zgłosiłam się, choć oczywiście nie opuszczają mnie obawy o jakość mojej znajomosci języka. Ale jestem bardzo pozytywnie nastawiona, tym bardziej, ze za partnerkę mam sympatyczną osobę. Myślę, ze co jakis czas opowiem tu o niej i o jej pracy.

Moją partnerką jest Australijka, 38-letnia Anne. Pochodzi z Perth w Australii Zachodniej, ale dwa lata temu przeprowadziła się do Sydney "za pracą". Jest bibliotekarzem na Uniwersytecie Nowej Południowej Walii. Co ciekawe, jej ciotka wyszła swego czasu za Polaka, stąd pozytywne skojarzenia Anne z Polską. Wspominała, że kilkanaście lat temu była w naszym kraju, odwiedziła (standardowo ;) Warszawę, Kraków i Częstochowę, zapamiętując Polskę jako kraj piękny i z ciekawą kulturą. Miło czytać takie rzeczy :)

Studia zaczęła dość późno, bo w wieku 29 lat. Wcześniej i tak zawsze była jakoś związana z bibliotekami, więc wybór zawodu wydawał się rzeczą oczywistą. Wcześniej studiowała sztukę i filozofię, co dla mnie jest czymś niesamowitym i podziwiam ją i jej zaangażowanie. Zadała mi mnóstwo pytań dotyczących naszego systemu edukacji uniwersyteckiej, zdziwiona, ze studiowałam aż 5 lat. W swoim e-mailu próbowałam jej wyjaśnić, jak to u nas wygląda, opisałam specjalizacje, które skończyłam (pedagogiczną i nauczycielską), rodzaje szkół wyższych. Była zaskoczona liczbą moich obowiązków, ale to, jak sądzę, wynika ze specyfiki pracy w stosunkowo niedużej bibliotece uczelni niepublicznej.

Jestem bardzo ciekawa jej listu, tego, czym zajmuje się w pracy i w ogóle życia na drugim końcu świata - dosłownie ;) Dla mnie ta korespondencja to niesamowite doświadczenie. Przede wszystkim bardzo się ucieszyłam, kiedy się okazało, że list Anne rozumiem w całości, jedynie kilka słów musiałam sprawdzić w słowniku, ale ich nieznajomość nie zaburzyła rozumienia całości. Z angielskim najwięcej stycznosci miałam w liceum - chodziłam przez całe 4 lata na prywatne lekcje (dziś dziękuję za to Rodzicom i cieszę się, że było ich jeszcze stać na prywatną naukę nas obu - Siostry i moją), zdawałam maturę z dwóch języków - angielskiego właśnie i niemieckiego. Znałam angielski naprawdę nieźle, ale lata bez języka sprawiły, ze o ile jakoś tam zawsze się dogadam, o tyle brakuje mi często słów, a bardziej skomplikowane zasady gramatyczne stosuję "na czuja". Kurs angielskiego na pewno mi część wiedzy usystematyzuje, sama też sobie czytam i powtarzam, staram się co najmniej co drugi dzień, natomiast korespondencja z Australijką z pewnością wzbogaci moje słownictwo branżowe. No i oczywiście fajnie jest popisać sobie listy z kimś z kraju tak odległego od Polski :)


[CC BY-NC-ND Some rights reserved by Paul D'Ambra - Australia]
niedziela, 25 sierpnia 2013
Powrót. Podejście 2
Tak właśnie myślałam, że wrócić nie będzie łatwo ;)

Dużo na głowie ostatnio - przede wszystkim konferencja w Poznaniu, o której wspominałam w poprzednim wpisie, a raczej dokańczanie referatu. Nie jestem zadowolona do końca z jego kształtu, mam nadzieję, że w tym tygodniu nabierze takich ram, żebym czuła satysfakcję z wykonanej pracy. W ogóle sporo ostatnio piszę, głównie artykułów - jakoś była wena i ją wykorzystałam. To raczej lekkie, teksty, nic poważnego, ale traktuję to jako wprawkę i ćwiczenie do tekstów bardziej poważnych. Ze spraw zawodowych - jak się uda, będę miała we wrześniu jeszcze jeden wyjazd, ale nie zapeszam, czekam na decyzję. Za to 2 września rozpoczynamy z P. kurs języka angielskiego dla bibliotekarzy, który będzie odbywał się online na platformie e-learningowej BP w Toruniu - jestem go bardzo ciekawa i z niecierpliwością czekam na początek :) Mam nadzieję, że dam sobie radę i że podciągnę się w mówieniu i pisaniu, a zwłaszcza, że poznam sporo nowych słów. Na pewno łatwo nie będzie, ale jestem zmotywowana. Liczę też, ze mi Pio.* troszkę pomoże, bo świetnie zna angielski, szlifowany w Kanadzie (tam zdał TOEFL).

Zgłosiłam się też na grudniową konferencję w moim ukochanym (po Łodzi) mieście - Wrocławiu. Powoli zbieram materiały, temat wydaje mi się bardzo ciekawy i jestem nim coraz mocniej zainteresowana, chociaż już widzę, że z pewnością wyjdzie to inaczej, niż planowałam. No cóż, rzeczywistość okazała się nieco inna, ale to nic - liczę, że będzie o czym mówić ;) Teraz tylko próbuję zebrać kasę ;) Wiadomo, ze u bibliotekarzy z tym krucho, konferencja nie jest tania, ale moze uda się zaoszczędzić na noclegu - jeśli Pio. pojedzie ze mną (musiałby wziąć wolne), moglibyśmy zrobić sobie krótki urlopik i zamieszkać u jego ciocio-kuzynki. Zobaczymy :)

Poza tym wakacje się kończą (czuć to w powietrzu, pogodzie) i wkrótce zaczniemy nowy rok akademicki. Przyznam, ze nie mogę się doczekać ;) Lubię pracować z czytelnikami, ciekawa jestem nowych studentów. Nie mogę się też doczekać nowego "sezonu" w muzeach - brakuje mi spotkań, wykładów, filmów. W tym tygodniu jest natomiast sporo różnych wydarzeń związanych z likwidacją Litzmannstadt Ghetto, a ten temat mnie bardzo interesuje. Dziś byliśmy z Pio. na spacerze po terenie byłego getta (nie całym, rzecz jasna, ale spory obszar przeszliśmy przez ponad dwie godziny) - było bardzo ciekawie. Mimo że naprawdę często uczestniczę w wydarzeniach organizowanych przez Centrum Dialogu, to zawsze się dowiaduję czegoś nowego. Dziś po spacerze poszliśmy do cioci Pio., która właśnie kończy 92 lata. Kiedy jej opowiedzieliśmy o spacerze, ona sama zaczęła mówić o tym okresie - była wtedy niespełna dwudziestoletnią dziewczyną. Ciocia jest świetna, ma genialną pamięć i mówi piękną polszczyzną - bardzo przyjemnie się jej słucha. Tak więc mielismy dziś dwie wspaniałe lekcje historii.

Na koniec "konik" bibliotekarski - koty. Bywa różnie... Czasem tak:



A czasem tak:



Jak to z siostrami bywa ;)

* Pio. to taki miły człowiek:)
22:07, madziako2 , Różne
Link Komentarze (1) »
środa, 05 czerwca 2013
Powrót. Podejście 1
Nie sądziłam, że nie będzie mnie tu aż tak długo... Chyba potrzebowałam takiej przerwy, ale od razu uprzedzam, że choć się postaram, to nie wiem, z jaką regularnością będę tu wpadać.

Pół roku - szmat czasu. Nadal pracuję w tym samym miejscu, zmieniło się chyba tylko to, że więcej piszę - w końcu się odważyłam i zaczęłam przelewać na papier swoje różne przemyślenia i pomysły, formować je w artykuły i wysyłać, głównie do "Bibliotekarza" i "Poradnika Bibliotekarza", choć jeden tekst ukazał się ostatnio także w "Biuletynie EBIB". Pomysłów mam mnóstwo, tylko dotąd obawiałam się, czy potrafię napisać ciekawy artykuł, czy ktoś zechce go opublikować. I tu niespodzianka - zechciał ;) Na razie raczej próbuję z tekstami lekkimi, choć mam kilka planów na poważniejsze pozycje. Mam nadzieję, że uda mi się zebrać pieniądze i wziąć udział w konferencji we Wrocławiu w grudniu i wygłosić referat na temat, który od dawna siedzi mi w głowie. Wiąże się to z badaniami, więc sprawę przemyśleć muszę porządnie - bo i konferencja nie byle jaka. Z zawodowych planów - udział we wrześniowej konferencji bibliotek niepaństwowych szkół wyższych w Poznaniu, na którą chcemy jechać wszystkie trzy. Poza tym w piątek jadę do Warszawy na szkolenie z prawa autorskiego i otwartych licencji - to jest temat, który mnie od dawna interesuje, choć wiedzę muszę wciąż odnawiać, aktualizować, bo niestety mam tak, że wiele informacji łatwo i szybko zapominam. Cieszę się tym bardziej, że szkolenie jest bezpłatne, a z finansami u mnie słabo ;)

Z dodatkowych atrakcji w moim życiu - drugi kot. Właściwie kotka, Pigwa, której właścicielką jest moja siostra. Z różnych powodów futrzak musiał trafić do mnie, ale sądzę, że już zostanie. Mała diablica, która często mnie irytuje, ale też potrafi rozczulić. Piorą się z Kirją regularnie, aż sierść lata (a ile jest odkurzania...), ale też czyszczą sobie futro i śpią obok siebie. Zamówiłam im kocimiętkę w sprayu, żeby odzwyczaić Pigwę od drapania kanapy. Po dwóch miesiącach jednak sukces - wczoraj drapała drapak, może obserwowała przy tej czynności Kirję. Zresztą one uczą się od siebie nawzajem różnych rzeczy (nie zawsze tego, czego bym chciała, np. spania na pralce albo na czubku szafy). Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :)
10:30, madziako2 , Różne
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
statystyka