Blog > Komentarze do wpisu
Melduję...
...że wciąż tu jestem :) Sporo spraw domowych i nie tylko ostatnio się nałożyło, tak że niestety nie mogłam informować o nowościach z życia bibliotecznego. A troszkę się działo. Na Tydzień Bibliotek przygotowałyśmy dla naszych studentów mały konkurs. Na stole w wypożyczalni pojawił się duży plakat, na którym mieli studenci wypisywać hasła, promujące biblioteki i bibliotekarzy, co było nagradzane otrzymaniem upominku - książki. Odzew - słownie: jeden. Nic to, pomyślałam, i... dopisałam swoje rymowanki ;) [mam nadzieję wkrótce odzyskać kabel od telefonu i zaprezentować swoje dzieło] Natomiast 9 czerwca przypadało Ogólnopolskie Święto Wolnych Książek. Przygotowałyśmy specjalną ulotkę, wyjaśniającą pokrótce ideę bookcrossingu, do tego czytelny diagram, mówiący o tym, co właściwie należy z książkami robić. Ulotki zostały rozniesione po całej szkole, diagram zaś z krótką informacją przyczepiony do naszej półki bookcrossingowej. W każdą książkę na półce włożyłyśmy oficjalną ulotkę, wydrukowaną ze strony www.bookcrossing.pl oraz zakładkę, którą sami przygotowaliśmy. Zamysł był taki, że zakładka wystaje z książki, co intryguje potencjalnego czytelnika. Potencjalny czytelnik podchodzi do półki, bierze książkę i staje się czytelnikiem rzeczywistym :) Ponadto po całej szkole porozwieszałyśmy żółte balony z napisem "Przebij mnie!". W środku znalazły się cytaty z książek oraz informacja, że te pozycje (wolne książki) znaleźć można na terenie szkoły. Cały dzień słychać było huki przebijanych balonów :) Uwolnione książki również porozkładałyśmy po całej szkole. Minipółkę (czyli karton...:) zorganizowałyśmy także w samej bibliotece. Nad książkami powiesiłyśmy małe plansze z napisami, wskazującymi na sposób postępowania z książką. Zdecydowałyśmy się także na małą akcję, typu "Przynieś książki - zdobądź przywileje", polegającą na tym, że każdy student, który przyniesie co najmniej trzy książki na bookcrossing, będzie mógł zdobyć któryś  trzech bibliotecznych przywilejów. Moim zdaniem cała akcja bookcrossingowa na święto 9 czerwca wypadła naprawdę ciekawie - niestety, i tym razem odzew studentów na minikonkurs był zerowy. Zastanawia mnie, dlaczego studenci są tak niechętni wszelkim naszym propozycjom - konkursom, zabawom. Przykre.

Ostatni miesiąc przyniósł także kilka zabawnych sytuacji w relacjach student-bibliotekarz:) Mały przykład. Przy moim stanowisku stoi drukarka. Od strony wchodzących przyczepiona jest czerwona kartka z cennikiem usług (wydruki i kserokopie). Wchodzi studentka, patrzy na cennik i czyta na głos: "Wydruk tylko czarno-biały - 20 groszy... A jest kolorowy?" I jak tu nie pęknąć? :) Szczerze - nie wiedziałam, co powiedzieć... Było kilka takich zabawnych sytuacji, kilka nerwowych, ale generalnie wniosek nasuwa się jeden - niektórzy studenci wyłączają myślenie. Już kiedyś o tym pisałam. Z drugiej strony tak sobie myślę, że wielu z nich nikt wcześniej nie nauczył samodzielnego myślenia, umiejętności rozwiązywania jakichś problemów najpierw samemu, poza tym niemało z nich jest chyba przyzwyczajonych, że ktoś za nich wszystko robi - wyszukuje książki, informacje. Niektórzy są bardzo roszczeniowi i dziwią się, że ich prowadzimy do komputerów, proponując naukę samodzielnego wyszukiwania. Zdarzają się osoby traktujące nas z góry, niemiło, wręcz arogancko. Pomijam już fakt kultury osobistej, której zresztą kiedyś poświęciłam tu trochę miejsca, ale tacy młodzi ludzie, wychodzący z liceów czy techników nie mają pojęcia, że studia to głównie samodzielne poszukiwania i samodzielna nauka, że trzeba włożyć wysiłek w studiowanie. Nikt ich nie uprzedził - ale i nikt ich tego wcześniej tego nie nauczył. Potem przychodzą do nas dwudziestolatkowie, nie mający zielonego pojęcia, jak szukać konkretnych informacji - podają nam cały tytuł wypracowania do napisania i liczą, że wszystko zostanie im podane na tacy. Nie tak postrzegam swoje obowiązki. Tłumaczę czasem takim uparciuchom, że ja jestem przede wszystkim od tego, żeby nauczyć ich, jak wyszukiwać informacje, a dopiero na drugim miejscu od tego, by pomóc je znaleźć czy wyselekcjonować. Zazwyczaj są zawiedzeni, czasem wracając do biblioteki i próbują tej samej sztuczki - "pani mi wyszuka":) Na szczęście większość załapuje szybko i samemu próbuje szukać, choć są i tacy, którzy potrzebują więcej czasu. Biblioteka to jednak świetne miejsce do obserwacji :)

Książkowo wciąż intensywnie - nie nadążam z notowaniem wszystkiego, co mi wpada w ręce, a chyba zacznę znów zapisywać przeczytane pozycje. Po jakimś czasie to ciekawa lektura takich zapisków :) W komentarzach ostatnio Zorro pisał o ekranizacji Koraliny - już obejrzałam. Całkiem przyjemna, muszę przyznać. Mam już za sobą lekturę Gwiezdnego pyłu, który wydał mi się o wiele bardziej interesujący, niż film - na szczęście:) Już się bałam, że film przesłoni mi książkę, na szczęście tak się nie stało. Muszę przyznać, że N. Gaiman ma głowę nie od parady. Zaczytuję się teraz w Nigdziebądź i jestem zaszokowana wyobraźnią autora - co kilkanaście stron mam wrażenie, że w książce wystąpiło już tyle ciekawych postaci, wątków i pomysłów, że zaraz cała historia sie zakończy - a tu przede mną jeszcze mnóstwo stron. To niesamowite! Cały świat Londynu Pod, osoba Drzwi, szczurze królestwo, tajemniczy jarmark, który za każdym razem znajduje się gdzie indziej, ciemność która pobiera daninę, przerażający panowie Croup i Vandemar - tworzą naprawdę niezwykłą mieszaninę. Książka miejscami brutalna, ale i zachwycająca bogactwem pomysłów. Długo już ją czytam, ale sprawia mi to niesamowitą przyjemność.

/źródło/

 
              /źródło/

Dzisiaj natomiast z wielką radością odkryłam w bibliotece Klasę pani Czajki Małgorzaty Karoliny Piekarskiej. Już od odawna nie mogę znaleźć tej książki w bibliotekach, do niedawna podobno nie można jej było kupić (pierwsze wydanie było w 2004 roku, książkę wznowiło cztery lata później Wydawnictwo Nowy Świat) Pamiętam fragmenty tej lektury, które ukazywały się w czasopiśmie "Victor ósmoklasista", kiedy jeszcze byłam w podstawówce. Cieszę się ogromnie, że znalazłam tę książkę. Przeczytałam dziś połowę i pewnie wkrótce ją skończę, ale coś czuję, ze przeczytam raz jeszcze. Poza tym przewija się w niej wątek bibliotekarski:)
 
             /źródło/

Udało mi się także jakiś czas temu dopaść wreszcie książeczkę Kiedyś autorstwa Alison McGhee (tekst) i Petera H. Reynoldsa. (rysunki) Już rok temu jej szukałam, zachęcona wpisem na jednym z książkowych blogów. Panie bibliotekarki nie mogły jej jednak odszukać. Po remoncie biblioteki książeczkę znalazłam na wystawce :) I od razu porwałam. A ona porwała mnie. Piękna! Delikatne rysunki, kojące kolory, ujmujący tekst o istocie macierzyństwa. Naprawdę polecam - każdej mamie i każdej córce.

         /źródło/

A poza tym wszystkim - wakacje coraz bliżej! W tym roku wyjeżdżamy wcześniej bo w połowie lipca. Miejsce ukochane, towarzystwo także, a więc liczę na udany urlop:)
poniedziałek, 21 czerwca 2010, madziako2
statystyka